Sunday, April 21, 2013

Quelqu'un m'a dit


Paris – a magical place. I had the luck to be there last year in February. Even thought I felt the wind hitting my face and I wasn’t able to wear my pink coat (I had it in a previous post) to the Chanel boutique walking down the streets in one the 4 fashion capitals I felt like a fish in water. Hearing people speak in various languages (mostly French of course) I was so excited that I almost fell into someone!   And then going to Versailles and being steps away from Maria Antoinette bed, I could imagine her waking up with a hundred people around but still be looking like a princess. Really I would love to live her life (well maybe not the end of it). I remember after leaving Paris my cheeks hurt because all the time there I was smiling (or maybe because it was freezing…). Either way Paris is one of my favorite places in the world.

Paryż - magiczne miejsce. Miałam szczęście, żeby tam być w zeszłym roku w Lutym. Chociaż czułam wiatr uderzający w moją twarz i nie mogłam założyć swój różowy płaszcz do butiku Chanel to chodząc po ulicami miasta mody czułam się jak ryba w wodzie. Słysząc ludzi mówiących najróżniejszymi językami (oczywiście najbardziej słyszałam francuski) byłam taka podekscytowana, że prawie wpadłam w kogoś! Potem w Wersalu i będąc dosłownie kroki od łóżka Marii Antoniny, wyobrażałam ją budzącą się przed stu ludzi i dalej zachowywać i wyglądać jak księżniczka. Chętnie chciałabym żyć jak ona (dobrze, może nie do końca). Pamiętam jak już wróciłam to policzki mnie bolały od uśmiechania się (albo to było od mrozu…). Tak czy siak Paryż to jedno z moich ulubionych miejsc na świecie. 



I remember how with my dad we were at a café and the waiter didn’t understand me talking English so he gave me some warm and yummy coco (so good!) and there was a wonderful woman next to me. She was so chic – the perfect expatiation of a French woman with her little Chanel make-up kit and fixing herself wearing a scarf with some dark denim and a striped shirt. I guess she was in her late 40’s or early 50’s but I know that when I will be her age I want to look and be graceful like her. One of some things I will remember for life.

 Pamiętam jak z tatą siedzieliśmy w kawiarence i kelner nie rozumiał mnie po angielsku więc dał mi pyszniutkie i cieplutkie kakałko a obok mnie działa cudowna kobieta. Była taka szykowna – idealne wyobrażenie francuskiej kobiety z swoim małym pudełkiem z Chanel poprawiając makijaż ubrana w szalik, ciemne spodnie i bluzkę w paski. Myślę, że byłam w swoich póznych 40-tek lub początek 50-tek ale widziałam, że chcę wyglądać i zachowywać z gracją tak samo jak ona w tym wieku. To jest jedno z kilku wspomnień które będę pamiętała do końca życia.




And ending this post I would like to thank France (especially Paris) for inspiration and wonderful memories!

Zakańczając ten post chcę podziękować Francję (a specjalnie Paryżowi) za inspiracje i wspaniałe wspomnienia!   

(Coat: secondhand, scarf: France, beret: vintage, pants: Massimo Dutti, purse: secondhand, bracelet: Promod, shoes: Massimo Dutti)

4 comments:

  1. Często sobie mówię, że Paryż to miasto mojego życia;))) Jest cudowne i w pełni podzielam Twoje zdanie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Och dzięki :) Właśnie od małej dziewczynki marzyłam aby tam pojechać i odrazu się zakochałam !

      Delete
  2. chciałabym kiedyś zwiedzić Paryż...
    co do zestawu - prawdziwie paryski ! ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki :) I polecam Paryż - nawet zimą !

      Delete